Wrocławski jarmark świąteczny 2011

Jak pisałem w ostatnim wpisie miałem pomysł, by pojechać do Wrocławia na jarmark świąteczny. I udało się.
Z pierwszych rzeczy to okazuje się, że najlepsze połączenia nadal oferuje InterRegio, szybciej niż tlk, taniej i o dobrej godzinie. Przejażdżka z Kielc do Wrocławia to jakieś 5h 10 min, w porównaniu d przesiadek i jakichś 7+h.
Zatrzymaliśmy się w Royal Hostel, 140 zł z 2 osobowy pokój. Warunki ujdą, mogłoby by lepiej, zapachy z łazienki ujść nie chciały. Ale za to blisko rynku. Inne hostele akurat już pozajmowane.
Niestety jakoś wcześnie zamykają ten jarmark, przybyliśmy, zahaczyliśmy o hostel, przy rynku byliśmy o 22:50 i okazało się, że może ze trzy budki jeszcze są czynne. Na szczęście załapaliśmy się na gorącą czekoladę i grzańca wrocławskiego. Pycha.
Widoki jak zwykle w tym mieście przepiękne, chciałbym tu zamieszkać i zwiedzić te wszystkie knajpy i miejsca :( Ale Anda powiedziała, że po znajomości mieszka tu pewien profesor, który nas ugości i może oprowadzi po uniwersytecie :] Oprócz tego sobotnio-wieczorny Wrocław zaprezentował nam mnogość pijanych ludzi, jakich dawno nie widziałem. Następnie na zakończenie dnia, wybraliśmy się zimnym spacerem na Ostrów Tumski. Atmosfera taka jaką pamiętam, przepiękna, magiczna. Pan wygrywał melodię na cymbałkach i można  się było poczuć jak w baśni Andersena.

Na drugi dzień już bez problemów zaliczyliśmy jarmark, oraz pyszne śniadanie w Palm Cafe na początek. Naprawdę dobra lokalizacja, piękny widok, piękny wystrój miejsca, u nas zarobili duży plus. Do pociągu było trochę czasu, więc pochodziliśmy tu i tam. Zaliczyliśmy sklep Lego (1,5 tys za zestaw mindstorm… ale kurcze chcielibyśmy mieć),  „Świat gier” niestety był nieczynny (choć niedziela handlowa), oraz ciekawy sklep „Słodkie czary mary” z ręcznie robionymi słodyczami, gdzie natrafiliśmy akurat na proces wytwarzania. W drodze na dworzec zaliczyliśmy jeszcze gofry i herbatę w Cafe Borówka. Nawet fajne miejsce, lokalizacja dobra, menu dobre choć wymaga dopracowania, tak samo wnętrze, ale warto wpaść. A na koniec galeria handlowa Arkady dla zagrzania. Droga powrotna w miarę bezproblemowa, choć nie mogliśmy znaleźć miejsca gdzie się kupuje bilety (okazało się, że w automacie na ulicy obok tymczasowego dworca, a o czym nie było nigdzie żadnej informacji, żadnej strzałki, nic. A na stronie foursquare były przedawnione informacje, czego nie omieszkałem uaktualnić. W pociągu zaś chwilowo był tłok, chwilowo zimo, chwilowo kłótnie konduktora z pasażerami, ale ogólnie ujdzie.

Dzięki temu wyjazdowi dowiedziałem się jak bardzo przydaje się podróż z Foursquare+smartphone+gps+internet mobilny+google maps, oraz robienie zdjęć komórką ze znacznikiem gps. To bardzo wygodne i bardzo pomocne. Ułatwia odnalezienie siebie, odnalezienie celu, odnalezienie czegoś interesującego do zwiedzenia i zaliczenia tych ciekawych miejsc. A na koniec powiem, że dworzec Wrocławski nadal w rozsypce, ale i tak wygląda ładnie, pociągająco, tak industrialnie, mogliby tak zostawić perony.