Zdanie sesji

Zaliczając filozofię języka odniosłem się do zasady nieoznaczoności Heisenberga, w sensie: „ależ panie profesorze, sam akt to, że nas pan pyta wpływa na zbiór naszej wiedzy, która zmienia się na gorszą”. Była to moja w sumie sumie desperacka deska ratunku „a cholera nie zaliczę, co mi tam, nie pogorszę sobie sytuacji, to skorzystam z okazji i powiem sobie chociaż szalone bzdury z własnej głowy”. No bo w sumie tak właśnie jest, człowiek umie, przychodzi, pan profesor pyta, stresuje, neguje, podważa, człowiek zaczyna wątpić we własną wiedzę i choć, gdyby rozmawiał z kimś niezwiązanym z tematem, tak na luzie, powiedziałby więcej. No tak, ale to jest właśnie ta umiejętność studiowania, przedstawianie poprawnie zgromadzoną wiedzę w warunkach niekorzystnych. Chociaż czy to jednak nie kłóci się z tym, że jednak wiem, a właśnie te warunki, ten stres, są niesprawiedliwym, szkodliwym czynnikiem? Poza egzaminem wiem lepiej i więcej, to na egzaminie, gubię, mylę i zapominam. Też mi sprawdzian wiedzy. Zawsze uważałem, że egzaminy nie są dobrym kryterium i nie odzwierciedlają poprawnie mojej wiedzy, nie są dobrym wyznacznikiem moich zdolności. Przynajmniej trudno o to. Zwykle dostaje się dobry stopień niezasłużenie, a czasem zły.