Jeszcze jedna planeta?

W związku z artykułem „W Ukł. Słonecznym jest jeszcze jedna planeta?” i limitem na blipie, czy facebooku, jak i tak sobie na luzie.

Heh, o rany. Przypomina mi się zdanie pewnego „mądrali”, który na temat legendy o krążącej gdzieś tam daleko „planecie śmierci” w naszym układzie, że skoro istnieje, to dlaczego jeszcze jej nie odkryto, byłoby nonsensem, że jeszcze jej nie odkryliśmy, przy użyciu nowoczesnej nauki. A mi chce się powiedzieć: ty głupcze! Patrz, widzisz? Po raz kolejny, kolejny(!) okazuje się, że układ w którym się znajdujemy, a który uważamy za pewny, okazuje się zmienny i niepewny. Łatwo coś obalić, dziecinnie i zwyczajnie głupio, na podstawie stanu dzisiejszej wiedzy. Bo dzisiejsza wiedza nie przewiduje, nie zezwala na istnienie tego a tamtego. Zapominając, że proporcja pomiędzy tym co odkryte, sprawdzone, a tym co dopiero czeka na odkrycie, poznanie, zrozumienie jest niewyobrażalnie na naszą niekorzyść. Ja wiem, że to fajne upajać się tym co już wiemy, ile odkryliśmy. Ja się upajam i stawiam na to co nieznane, niewytłumaczalne. Dla mnie jest to pewniejsze niż nauka i ludzka wiedza, która co jakiś czas okazuje się do poprawki, skorygowania czy przepisania na nowo w pojedynczych aspektach. Nawet, jeśli mrzonki o tej planecie okażą się mylne i wyjdzie co innego, to jednak można ten przykład zastąpić innym. Ale nie o przykłady i szczegóły tu chodzi, to łatwo obalić, niczym dowody i fakty na sali sądowej. Tu chodzi o całą naszą postawę.

Jak ja lubię, gdy ktoś coś wie na pewno i od razu, bez myślenia.