Grypa żołądkowa

To był piekielny weekend. Naprawdę.
Zaczęło się w piątek wieczorem i powiem tyle, że dobrze było, że byłem pod prysznicem. Dawno nie wymiotowałem i być może dlatego robiłem to z taką „pompą”. Bo naprawdę nie wiedziałem, że można wymiotować przez nos i to tak skutecznie. Najwyraźniej usta to za mało. Zapewne gdyby się dało, mój żołądek skorzystałby jeszcze z uszu…
Na szczęście byłem pod troskliwą opieką. Ale choć od razu podano mi płyny na uspokojenie, to i tak szybko je zwróciłem. Zwrot obiadu i niedawnych płynów sięgał 100% skuteczności w rekordowym czasie. I to główny plus mojego przechodzenia tej choroby: mocno, ale szybko. Biegunka oczywiście też była, ale na szczęście najpierw były opróżniające wymioty.
Sobota minęła z gorączką 38+ i bólem całego ciała. Okresy świadomości spędzane na połykaniu na przemian płynów i lekarstw oraz oglądania satelity, to wszystko przekładane snem. Niedziela była już lepsza, temperatury w sumie nie miałem, ale cały ból wycofał się z ciała do głowy. Jakżeż dawno mnie tak głowa nie bolała…

Jednym z plusów tego weekendu, to pokazanie Andzie na przykładzie, że Microsoft Essential Security jest do dupy. I w sytuacji, gdy Ona miała 38 zagrożeń wykrytych (w tym parę keygenów, cracków), ja miałem w tym samym czasie 0 (w tym 1 crack), dzięki Kaspersky Internet Security 2011 (które przy okazji zmieniłem na 2012).
Innym plusem jest chyba to, że zamiast pojechać na targ świąteczny do Krakowa, pojedziemy na targ świąteczny do Wrocławia za tydzień. Jak się uda. Przejazd pociągiem 5+h, albo męczący 4+h autem, nikomu się nie uśmiecha. Jeszcze nigdy tam nie byłem w święta i zapewne wygląda to ładniej niż w Krakowie.

P.S.
Dziś się jeszcze chyba nigdzie nie ruszę (jak np. rower), tak coś czuję…

Reklamy