W góry i w przeszłość.

Wreszcie wybraliśmy się w góry!

Brakowało mi tego, do czasu do czasu trzeba się wydostać z zastałego stanu rzeczy i rzucić się w zupełnie inne warunki. A ja mimo wszystko kocham góry na swój sposób, pomimo negatywnych , krwawych i wielce bolesnych początków, które uwarunkowały mi takie, nie inne ich postrzeganie.

Zaczęło się oczywiście z wpadkami, zostawiłem komórkę w iCarze (polecam tego przewoźnika, jak na razie), co kosztowało mnie dodatkowe 15 zł. Spóźniliśmy się co za tym idzie na wykupiony już pks i okazało się, że biletów zwrócić nie można, kolejne pieniądze przepadły. Ale zaraz jechał następny i udało się być w miarę.

W górach było oczywiście pięknie, Stanik poleciła nam trasę od Kuźnic przez Dolinę Jaworzynkę do schroniska „Murowaniec” w Dolinie Gąsienicowej. I tam do Czarnego Stawu Gąsienicowego, by ewentualnie wybrać się na Kościelec i kończąc kółko wrócić do schroniska. Oczywiście kondycji starczyło nam, by dojść do stawu :) Swoją drogą, że dni krótsze, i późno zaczęliśmy. Schroniska oczywiście nie polecam, niczego tam nie brakuje, zwłaszcza ludzi, jest wc, prąd, ciepła woda, restauracja, czyli nic co by nas interesowało.
Widoki były przepiękne, choć trochę chmurowato było. Pogoda była odpowiednia, było zimno i można było chłodzić się w czasie marszu, tylko w podkoszulku. Choć niektórzy na szlaku przyznam wyglądali jakby chcieli usilnie pokazywać swój ekwipunek jaki mają, jaki sobie kupili, jacy to oni są wypasieni doświadczeni turyści. Schowajcie swoje zakichane goretexy, opaski na głowy, kijki, polary, oprzyrządowanie itp. Jeśli chcecie robić wrażenie, to robicie je na głupcach, u doświadczonych wywołujecie uśmiech, a chyba nie o to wam chodzi. Porobiliśmy parę ładnych zdjęć, pomasowaliśmy sobie porządnie stopy o kamienie i wróciliśmy, zahaczając na chwilę o Zakopane jeszcze. Powrót po latach ka Krupówki był dziwny… za dużo ludzi, zbyt znane, fuj. A domek do góry nogami naprawdę kręci w głowie, zawrotu głowy gwarantowane, nawet ja poczułem :) Choć mógłby być bardziej dopracowany w środku.

Drugiego dnia byliśmy natomiast w Fabryce Schindlera na wystawie „Kraków – czas okupacji 1939 – 1945” i jest to coś co naprawdę warto zobaczyć w Krakowie. Niesamowita wystawa, potrafiąca przemówić do każdego. Kawał naprawdę niezłej roboty (parę niedoróbek, brak tłumaczeń po angielski, wytarte, niewrażliwe ekrany dotykowe). Tylko uwaga, wymaga naprawdę mnóstwo czasu, dlatego polecam wracać do niego i robić na raty. Jest tam wiele rzeczy do czytania, robienia, podziwiania, kontemplowania, filmów, wywiadów, zwierzeń do obejrzenia, tekstów do przeczytania, albumów ze zdjęciami do przejrzenia. Tego nie da się w jeden dzień z odpowiednią uwagą. Myśmy nie zdążyli, zaniedbałem i nie nakarmiłem Jaszczurki rano, więc głodna mi mdlała i musieliśmy wcześniej wyjść ;) Ale nic straconego, bo zwiedzanie tego to nieprosta sprawa i tak powinno być! Wystawa ma być duża, ciekawa, tak by zachęcała do powrotów i wbijała się w pamięć. Ta robi wrażenie już od wejścia, od pierwszego pomieszczenia z aparatami.

Z innej beczki oglądaliśmy sobie „Ponyo” i oglądało się naprawdę przyjemnie :] Choć nie pamiętam końcówki.

Galeria
Czarny Staw Gąsienicowy