Off the scale, oraz my ułomni

Ostatnio nie jestem sobą. W zasadzie jakoś od początku roku. Albo wręcz od początku roku akademickiego. Albo inaczej rzecz ujmując jeszcze nigdy nie było w porządku. A jeśli tak, to co to za życie.

Zauważyłem, że mój stan obniżył się do poziomu jaki mieści się na skali. Nadal nie jest dobrze, jest bardzo źle. Ale teraz przynajmniej stojąc na środku tego morza rozpaczy widzę jego brzegi. Mimo wszystko, chcę coś objaśnić. Nie jestem w dobrym stanie psychicznym, dlatego tak ciężko czasem się ze mną porozumieć, coś uzyskać, wyprosić, nawiązać normalną relację. Czasem naprawdę niechcący, bezmyślnie, albo z braku sił, by się pilnować obrażę, zawiodę, ugryzę. Tak nie powinno być, i boleję nad tym, lecz niewiele mogę na to poradzić, co dodatkowo mnie obciąża. Wszystko u mnie dzieje się powoli, powolne zmiany, przeżycia, wnioski. Mam po prostu stabilną osobowość, niepodatną na nagłe porywy. Nie lubię zbytnio nagłych zmian. Zmiany świadomości, wejście, na wyższy, albo niższy poziom następuje u mnie w dość niemiły sposób, traumatyczny. Przez pewien okres nie ma mnie, jestem nieokreślony, cała osobowość rozpada się na pojedyncze klocki, które wraz z nowymi dopiero posłużą do nowej budowy. Innymi słowy jestem w rozsypce, z takim mną się aktualnie zadajecie, proszę miejcie to na uwadze. Można to porównać do instalacji service packa na używany Windows XP. Działa, ale jak. Nie potrzebuję formatowania, by być lepszym, ale nieubłaganie nadejdzie chwila, w której dokona się format, by zainstalować nową, poprawioną wersję mnie.

Podsumowując, nie ma mnie, nie wiem kim jestem, doświadczyłem dezintegracji osobowości i nie wiem na czym stoję, jak nigdy przedtem (przedtem również, ale mniej i rozmyślnie). Po prostu nie ma we mnie życia, żadnej woli mocy, pędu, nie posiadam wektora. Reinstaluję się sam, jak z automatu, ale co to za reinstalacja. Jestem świadom potrzeby, że jeśli chodzi o mnie samego, potrzeba mi użytkownika, który nada temu bardziej ludzki wygląd, przyjazny interfejs. Ja po prostu zainstaluję system, który będzie działał. Ale ja nie jestem maszyną, tylko człowiekiem żyjącym pośród ludzi. Bo przecież człowiek to istota społeczna, wychowuje się poprzez relacje, czy to z rodzicami, czy rówieśnikami. Zawsze jest ktoś. Jeśli wychowanie nie do końca wyjdzie, wyrastamy na niepreferujących towarzystwo. Da się tak żyć, ale nie taka jest zasadnicza idea życia.

Chcę ogólnie powiedzieć, że ostatnio w  moim wieku, poznając nowych ludzi, wymieniając jakieś bardziej personalne myśli (albo nawet bez potrzeby tego), kreuje się obraz ludzi skrzywdzonych, pogiętych, pomiętych, z jakimś uczuciowym inwalidztwem. W zasadzie… to norma, wszyscy tak mamy, to naturalne. Zauważam jedynie, że większość z nas nosi w sobie jakieś blizny, przekłamania, komórki rakowe uczuć, które nam utrudniają czuć normalnie. Taka jest większość ludzi z jaką wymieniam słowa, a pochodzą z naprawdę rożnych szufladek życia. Nie za bardzo potrafimy kochać jak za pierwszym razem, tak w pełni, tak niewinnie. A tak za przeproszeniem powinno być.

Tu było coś jeszcze napisane o uczuciach, ale w zasadzie im głębiej w to wchodzę, tym mniejszy sens to miało. Należy wiedzieć, co leży poza naszym zasięgiem. Staram się trzymać wszystko proste, minimalne.

Reklamy