Szczerość, marudzenie i szczęście

Po ostatnich wydarzeniach dochodzę do pewnych wniosków. Ale proszę nie traktować mnie całkiem poważne, moje przemyślenia (na temat "przydziału szczęścia") są na wpół serio.

Szczerość a optymizm
Jak już raz pisałem, stawiam na szczerość. A szczerość nie jest łatwa i zobowiązuje. Po pierwsze wyklucza w znacznej mierze optymizm. Uważam, że optymizm, jest przekłamanym odbiorem rzeczywistości. Wcale nie jest tak dobrze jak się to ludziom wydaje. A jeśli im się wydaje, znaczy to, że po prostu nie są świadomi wszystkich aspektów danej sytuacji, danego faktu. Zarówno aktualnych, jak i (najczęściej) tych przyszłych.
Jest jeszcze kwestia "optymizmu futurystycznego", czyli słynne "będzie dobrze". Ja wiem, że to zdanie ma formę zaklinania, czyli służy do sprowadzenia szczęścia. Ale we mnie jako realiście gotuje krew. Bo skąd dana osoba wie, że będzie dobrze. Dla poszkodowanego to bardzo niewiarygodne w chwili nieszczęścia. A jeśli wcale nie będzie dobrze? Okaże się, że nie mieliśmy racji i następnym razem (rozsądny człowiek) nie uwierzy w takie zapewnienie.

Mechanizm szczęścia
Ale należy dodać ważny szczegół optymizmu… Powoli dochodzę do wniosku, że optymizm działa na zasadzie samospełniającego się proroctwa. I nie mam tu na myśli tylko tego, że dzięki optymizmowi, bardziej się staramy a przez to więcej rzeczy nam wychodzi. Mam tu na myśli zaklinanie rzeczywistości, jakimś sposobem dochodzi do zwiększenia "przydziału szczęścia", co owocuje powodzeniem ponad zwykła normę, zwykłego neutralnego  realisty.
Dochodzę również do wniosku, że realista wychodzi na zero. Pesymista zaś z własnej woli, choć chyba nieświadomie pozbywa się swojego "przydziału szczęścia" na rzecz optymisty.  Nie wiem w jakim stopniu ma tu miejsce jeszcze tzw. "wampiryzm energetyczny".
W swoim życiu parę dobrych lat temu doszedłem do wniosku, że dość z pesymizmem, trochę realizmu się przyda. Jednakże mój realizm nadal jest postrzegany jako pesymizm. Choć nie wszyscy, którzy tak mówią są optymistami. Jak wspomniałem na wstępie szczerość zobowiązuje. Kieruję się szczerością również w uczuciach. Z tego właśnie względu nie mogę sobie pozwolić na optymizm. To nie byłoby szczere. Optymistyczne, pozytywne patrzenie na teraźniejszość jak i przyszłość nie uważam za szczere. Pełne dobrej woli (tak wierzę), ale nie szczere.

Praktyka
Moja wiara w szczerość jako motyw przewodni, powoduje, że postrzegam świat jak postrzegam. Staram się być konsekwentny w swoim światopoglądzie jak i nie ograniczać go tylko do tych działów, w których mi wygodnie, pozytywnie z niego korzystać.
Z tego właśnie powodu jestem również otwartą osobą. Szczerość, wymusza pewną otwartość, choć nie samoistnie. Dlatego nie udaję, że jestem szczęśliwy. Więcej, bardzo nie podoba mi się pewne zachowanie w grupie. Nazywam je "nie marudź, idź bo jesteś żałosny". Na jakiej zasadzie pytam się, ludzie każą odejść i piętnują osoby, które publicznie/w danym towarzystwie mówią, że im źle? Oczywiście, że niektóre przesadzają (bo są zagubione) i narzucają się swoim nieszczęściem. Ale, jeśli te osoby są jak ja, to są po prostu i tylko szczere. Nikt nie ma prawa zamykać mi ust z tego powodu, że nie wyrażają pozytywnych przekonań/nastawienia większości i tym samym nie trafiają w aktualny nastrój reszty grupy. To zahacza o krzywdzącą nietolerancję. W Praktyce przeradza się to również w schemat: Źle ci? – Jesteś żałosny – Idź stąd i nie psuj nam zabawy – Wróć, jak będzie ci lepiej (my umywamy ręce). Czemu tak mało osób wie, że prawidłową reakcją nie jest "idź stąd", tylko "powiedz, co się dzieje, pomogę ci". Tak, powinno się wyciągnąć rękę. Wiem, że to trudne, wiem, że często po prostu nie ma jak pomóc, bo cóż znaczą same słowa pociechy i to słynne "będzie lepiej". Bądź też jesteśmy zbyt obcy i wiemy, że przez ten fakt nic nie wskóramy. Ale przynajmniej nie powinno się piętnować, i tym samym wyjść chociażby na zero (co najmniej) w tym rozrachunku. Albo chociaż mały gest pociechy. Aktualnie zastanawiam się (gdyż nie wiem), z jakiej racji dla osoby, którą dotknął los, najlepiej będzie, jeśli poradzi sobie sama. Czy aby na pewno jest to najlepsze wyjście z tej racji, że każdy jest tak naprawdę sam i jeśli nie nauczy sobie radzić samemu, to marnie skończy.
Tak samo jak osoba jest szczęśliwa, gdyż bierze ślub i "dzieli’ się swoim szczęściem, tak samo pesymista jak i realista, mogą otwarcie mówić, że inaczej widzą rzeczy. Każdy, komu nie podoba się przeciętne "marudzenie", swoim postępowaniem występuje przeciwko wolności słowa.

Tak na koniec
Każdy ma prawo mówić o swoim smutku jak i szczęściu. Osobiście mam dość piętnowania osób, które nie "udają" jak reszta, że "jest super, więc o co ci chodzi?", zgodnie z nastrojem większość grupy (bądź jej autorytetów). Zawsze wyłamywałem się i będę wyłamywał z głównych nurtów. Tak działa moja psychika, nic nie poradzę, działam na opak do otaczającej mnie większości.

Reklamy