Bliskość

Wpis ten powstał po lekturze „Dotyk – język miłości„, autorstwa Marceliny M. Ten wpis jest po części odpowiedzią, po części komentarzem, po części rozwinięciem, po części czymś własnym i autonomicznym spojrzeniem na tę szeroko pojętą tematykę.

Przejdźmy do rzeczy:

Miło widzieć, że taka (podstawowa) wiedza wyłania się samoistnie, z własnego życia, bądź dzięki wychowaniu, jakie odebraliśmy i nabytej dzięki temu, trwałej postawie.. Nie zaś jako nabyta podręcznikowa wiedza gdzieś na studiach. „Po fakcie”, gdy po części jest już za późno. Przynajmniej ja tak to odbieram. Do wszystkich czytających. Dopełnijmy to Erichem Frommem i jego Sztuką miłości. To jedna z moich bardziej ulubionych lektur w tym temacie.

Bo skoro już jesteśmy „starzy i słowa nam wystarczą”, przez co zapomnieliśmy o podstawowych, naturalnych, ludzkich odruchach, to poczytajmy o nich i przypomnijmy sobie o dziecku w każdym z nas. Zapominając, bądź nie przyznając się do niego, robimy z siebie nie „dorosłych”, lecz ułomnych. Niezdolnych do porozumiewania się między sobą na podstawowym (dziecięcym-szczerym-bazowym) wspólnym dla nas wszystkich poziomie.

Ktoś kiedyś powiedział, że doroślejąc należy wyrzucić stare niepotrzebne wspomnienia. Ja mówię: wysil się i zmień pudełko na większe. Kumuluj swoją wiedzę, mądrość. Nie nakładaj maski, dopasowując się do nacisku otoczenia i ogólnie przyjętego „poziomu”. To trudne, wiem. Pamiętać nauki i wnioski z tylu rzeczy, chcieć być mądrzejszym i uczyć się na własnych błędach. A przecież uczenie się na własnych błędach, to również przyznanie się do tych błędów, do ich popełnienia, do własnej „ułomności”. Samo to bywa bardzo trudne dla niektórych osób.

Reklamy